[RęcePrecz OdTybetu]: Amsterdam ogranicza zorganizowaną prostytucję w dzielnicy czerwonych latarni

Wpis: RęcePrecz OdTybetu


Amsterdam ogranicza zorganizowaną prostytucję w dzielnicy czerwonych latarni

Kurczy się najsłynniejsza na świecie dzielnica rozpusty. Władze Amsterdamu dom po domu wymiatają seksbiznes z wąskich uliczek De Wallen.

Kiedyś w amsterdamskich szynkach i burdelach cumowali marynarze. Dziś witryny z prostytutkami, teatry ze striptizem i sekskluby wciąż przyciągają miliony turystów. Tam gdzie podrygiwały kiedyś półnagie prostytutki, stoją dziś często manekiny z awangardowymi sukniami. W styczniu br. po kilku miesiącach prawniczej szarpaniny władze zlikwidowały legendarny, działający od XVII wieku Yab Yum. Na celowniku znalazły się też inne “ikony” czerwonego Amsterdamu – seks teatr Casa Rosso, Banana bar i wielki seks shop Sexyland.

Miotła Joba

Dwa lata temu lewicowy burmistrz Job Cohen zabrał się za czerwoną dzielnicę. Władze chcą zmniejszyć koncentrację prostytucji.

- Wzrósł poziom przestępczości związanej z prostytucją. Część branży jest w rękach przestępców, którzy zainwestowali tam morze brudnych pieniędzy. Z tym nie możemy się zgodzić – mówi “Gazecie” Frank de Wolf, radny Amsterdamu i gorący zwolennik “wyczyszczenia” dzielnicy.

Taktyka jest prosta i skuteczna. Władze odmawiają przedłużenia licencji właścicielom podejrzewanym o tolerowanie przestępczości. Są oni w ten sposób zmuszani do zwijania interesu i sprzedaży nieruchomości po preferencyjnych cenach firmie deweloperskiej współpracującej z miastem.

We wrześniu ub. r. za 25 mln euro wykupiła ona 51 “okienek” w 20 budynkach, wynajmowanych dotąd przez prostytutki. Na obszarze zajmującym sporą część dzielnicy powstają apartamentowce i lokale użytkowe. Cohen zmienia burdele w domy mody. Rocznym zwolnieniem z czynszu znęcił kilkunastu młodych projektantów, którzy realizują swe projekty pod nośnym hasłem “Kupuj suknie zamiast kobiet”.

Kilka dni temu magistrat złamał obietnicę daną jesienią ub.r. pracującym na własną rękę prostytutkom. Nie będą one mogły wynająć “okienek” w domach odebranych wcześniej potentatom seksbranży. Władze miasta nie wierzą już w ich niezależność. – Nie ma niezależnych prostytutek, prawie każda z nich jest od kogoś zależna – mówi de Frank.

Platforma broni seksu

Te posunięcia rozwścieczyły seksbranżę. Potentaci z de Wallen powołali fundację Platforma 1012 (1012 to numer kodu pocztowego dzielnicy czerwonych latarni). Jej szef Wim Boef podejrzewa, że walka z przestępczością to tylko pretekst do zlikwidowania prostytucji. Oburzone są organizacje broniące praw prostytutek, ale władze są na ich krytykę głuche.

Nowa polityka władz Amsterdamu to zwrot w holenderskiej polityce wobec prostytucji. Najstarszy zawód świata był tu tolerowany od kilkudziesięciu lat. Osiem lat temu Holandia zalegalizowała całkowicie prostytucję – prostytutki płacą podatki, mogą zakładać jednoosobowe firmy świadczące usługi, powstało kilka organizacji broniących ich praw.

Dziś eksperci, jak choćby Jaap Woldendorp, politolog, przyznają z goryczą, że liberalna polityka nie przyniosła spodziewanych efektów. Do takich samych wniosków doszedł magistrat. – Przepisy dotyczące prostytucji działają, ale nie zawsze i nie wszędzie. Nie można w oparciu o nie walczyć z handlem żywym towarem – tłumaczy de Wolf.

Seksbiznes zdominowany jest przez mafiosów a dodatkiem do seksu stają się często narkotyki i to także twarde. Policja szacuje, że co roku do Holandii szmuglowanych jest ok. 3,5 tys. kobiet ze Wschodu i Azji. Przyjeżdżają niby do “pracy” w barach a lądują na ulicy albo w agencjach towarzyskich.

W zeszłym roku władze ruszyły z akcją zniechęcania do korzystania z usług kobiet zmuszanych do prostytuowania się. Na ulicach miast pojawiły się plakaty mające przekonać klientów prostytutek, żeby dokładnie zorientowali się, z kim mają do czynienia.

Niedawno Holandią wstrząsnął proces niemiecko-tureckiego gangu zajmującego się masowym przerzutem kobiet do Amsterdamu i Zachodniej Europy. Kobiety były bite, gwałcone i zastraszane. Większość żyła w takim strachu, że dotąd nie odważyły wnieść skargi.

- Oczywiście prostytucja nie zniknie z ulic Amsterdamu, będzie tam jak zawsze, ale będziemy starali się ją kontrolować i wyrwać z rąk kryminalistów – mówi radny Frank de Wolf.

[źródło]

Komentarze: (1) »

[RęcePrecz OdTybetu]: Czy drogą żołądkową można zajść w ciążę

Wpis: RęcePrecz OdTybetu


Czy drogą żołądkową można zajść w ciążę

Młodzieży nie trzeba do seksu zachęcać. Oni żyją w świecie, który jest seksem przepojony – mówi Anka Grzywacz – edukatorka seksualna i jedna z założycielek grupy Ponton przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Minister edukacji Katarzyna Hall powiedziała, że chciałaby w szkole obowiązkowych zajęć z edukacji seksualnej. Zgodnie z ustawą o planowaniu rodziny państwo ma obowiązek takie zajęcia organizować uczniom, począwszy od piątej klasy podstawówki. I organizuje, ale do pełnoletności ucznia to rodzice deklarują, czy dziecko na takie zajęcia ma chodzić, czy nie. Efekt? Takich zajęć prawie nie ma, a MEN nie ma o nich żadnych informacji. Zdarza się, że dyrektor szkoły daje rodzicom wybór: albo lekcje o seksie, albo np. dodatkowa matematyka.

Aleksandra Pezda: Minister edukacji Katarzyna Hall chce obowiązkowej edukacji seksualnej w szkole. Z grupą edukatorów seksualnych Ponton podpisaliście list wspierający jej pomysł. Ale premier Tusk mówi, że “ważne jest to, co dzieje się każdego dnia w rodzinie, w szkole, w miejscu pracy, w rozmowach, w łóżku, gdziekolwiek jesteśmy. To tam się rodzi kultura seksualna, a nie na lekcji”. Dlaczego uważacie, że edukacja seksualna jest w szkole niezbędna?

Anka Grzywacz: Ponieważ każdego dnia odpowiadamy na przynajmniej kilka pytań niepełnoletnich osób, które już współżyją lub mają zamiar zacząć współżycie. I wiemy, że niewiedza na ten temat wśród nastolatków jest niewyobrażalna. Gdy po raz kolejny przez telefon albo na forum odpowiadamy na pytanie: “Czy drogą żołądkową można zajść w ciążę”, zastanawiamy się, czy śmiać się, czy rzucić to wszystko w diabły. Skoro więc w szkole uczy się matematyki, historii, wiedzy o społeczeństwie, to powinno się także uczyć o życiu seksualnym i o życiu w związku, w rodzinie.

Rodzice uważają, że sfera seksualności ich dzieci jest sprawą rodzinną. Mówią: sami wiemy, kiedy dzieciom podać konkretne informacje. Boją się, że dzieci za wcześniej zetkną się z tematem seksu i zostaną zachęcone do wczesnego współżycia.

- I to jest skrajnie nieodpowiedzialne – to powtarzanie, że niemówienie w szkole o seksie uchroni dzieci przed nieodpowiedzialnymi decyzjami. Młodzieży nie trzeba do seksu zachęcać. Oni żyją w świecie, który jest seksem przepojony. Oglądają filmy, widzą reklamy, w gazetkach młodzieżowych znajdują instrukcje, że aby zachęcić chłopaka, trzeba mu powiedzieć “jestem laską gorącą jak tabasco”. Trudno więc sobie wyobrazić, że ich zamkniemy w domu.

Edukacja seksualna to nie ma być instruktaż o pozycjach seksualnych. Na omówienie środków antykoncepcyjnych wystarczą dwie godziny lekcyjne, reszta programu ma dać uczniom wiedzę o emocjach i relacjach międzyludzkich.

Konieczne są też warsztaty z komunikacji. Z naszych codziennych rozmów z młodzieżą jasno wynika, że oni nie potrafią ze sobą rozmawiać, że nieśmiałość to powszechny problem dziewcząt i chłopców. Ciągle nie wiedzą, że na dyskotekach mogą paść ofiarą pigułki gwałtu. Dziewczęta często godzą się na współżycie w obawie przed utratą partnera, ryzykują zdrowie i życie, bo nie mają odwagi poprosić o prezerwatywę.

Nastolatki potrzebują takich zajęć, nie tylko po to, żeby dowiedzieć się – jak oni to sami nazywają – “jak nie zrobić dziecka koleżance”. Ale – i to są wyniki pracy naszego telefonu zaufania – mają też inne pytania: jak i o czym rozmawiać z koleżanką? Czy kuzyn może mi składać propozycje seksualne? Albo: mam 13 lat, chodzę z 20-letnim chłopcem (!) i czy muszę się zgodzić, jeśli będzie chciał seksu?

Nie wiedzą, że mogą odmówić seksu?

- Szukają u nas potwierdzenia. Widać nikt ich nie uczył, że można odmawiać bez poczucia winy. Rodzice myślą: nasza córka ma 16 lat, takie rzeczy jej nie w głowie. Ale koleżanki opowiadają, kiedy straciły dziewictwo, gwiazdy popkultury rodzą dzieci w wieku 18 lat i opowiadają o seksie. Nie można problemu demonizować, ale to, że rocznie kilkaset dziewcząt poniżej 15. roku w Polsce zachodzi w ciążę, wskazuje, że nie jest dobrze.

Nastolatki wszędzie widzą seks, piszą do nas coraz młodsi. Do dopiero co uruchomionego pogotowia wakacyjnego dzwoni 13-latka i pyta, “jak się zabezpieczyć?”. Uświadamiamy jej, że ten, kto z nią uprawia seks, narusza prawo, ale jej nie powstrzymamy. W takim razie dobrze, żeby od nas dostała również podstawową wiedzę informacje o antykoncepcji.

“Czy targanie bagiety grozi niepłodnością?” – przykład takiego pytania w telefonie zaufania podała pani w jednym z wywiadów dla “Gazety”. Dlaczego w rozmowach o seksie nastolatki używają wulgaryzmów?

- Uczą się tego z filmów pornograficznych, przecież mają w domach komputery. Nikt im nie tłumaczy, że można mówić inaczej. Dlatego nie wiedzą, że same siebie obrażają, mówiąc takim językiem. Często dostajemy takie pytania od młodzieży SMS-em, e-mailem czy na forum: “Przepraszam, że używam wulgarnego słowa, ale nie znam odpowiednika”. Nie tylko chłopcy używają wulgaryzmów, dziewczęta mówią o swoich piersiach “balony”. Bo tak się właśnie mówi na szkolnym korytarzu.

Dlatego częścią szkolnej edukacji seksualnej powinny być zajęcia “Jak rozmawiać o seksie?”. Kiedy takie szkolenia robiliśmy we Wrocławiu i w Gdańsku, okazało się, że również ludzi po czterdziestce trzeba tego uczyć. Nawet pedagodzy szkolni nie znają terminów do określenia narządów i czynności płciowych.

Ale jakich terminów używać? W niektórych podręcznikach do wychowania o życiu w rodzinie żeńskie narządy płciowe występują pod nazwą np. “zapieczętowane źródło życia”.

- W szkole trzeba jednak używać terminów medycznych. Zwracam uwagę, że wprowadzenie obowiązkowych zajęć nie oznacza jeszcze, że każdy nastolatek będzie miał szansę zdobyć rzetelną wiedzę na temat swojej seksualności i budowania zdrowych relacji z partnerami. Bo co się stanie, jeśli szkoły z powodu kłopotów finansowych oddadzą te lekcje do prowadzenia nauczycielom biologii, wychowawcom albo katechetom?

Katecheci też mogą skończyć odpowiednie studia podyplomowe…

- Sama jestem katoliczką, a równocześnie edukatorką seksualną, więc wiem, że to można pogodzić. Ale chyba jednak nie wtedy, kiedy jako katecheta reprezentuje się w szkole Kościół.

Wiedza na temat życia seksualnego powinna być zgodna z aktualnym stanem wiedzy naukowej, standardami międzynarodowymi i wolna od światopoglądu. Tego katecheta młodzieży nie zapewni. Bo czy będzie w stanie wbrew nauce Kościoła informować młodzież nie tylko o naturalnych metodach planowania rodziny, ale także o innych metodach antykoncepcji? Czy powie o prezerwatywach i pigułkach? A prezerwatywy wychodzą przy temacie o zagrożeniu HIV – ten temat to konieczność.

Tymczasem uczniowie na lekcjach biologii dostają wykres narządów płciowych i dowiadują się, co to znaczy, że dziewczynka ma miesiączkę, a chłopiec mutację. I to koniec. Dlatego apelujemy do rządu i minister Hall: dajcie młodzieży obowiązkową edukację seksualną dla młodzieży, to wasz obowiązek!

[źródło]

Skomentuj »

[RęcePrecz OdTybetu]: Performance: Złotkowski zdradził naprawdę

Wpis: RęcePrecz OdTybetu


Performance: Złotkowski zdradził naprawdę

Tytułowy Adam wręcz wytarzał się w czerwonej barwie mojej szminki. Byłam zdezorientowana, ale przeżyłam – dziennikarka “Gazety” opowiada o performance Dominika Złotkowskiego.

Lato Muz Wszelakich trwa, a wraz z nim festiwal video i performance ,,Pokazywać naprawdę” w galerii BWA. Nazwa jak najbardziej adekwatna do tego, co dzieje się na pokazach. W ostatni czwartek w duecie z poznańską aktorką Agatą Elsner wystąpił aktor i animator kultury Dominik Złotkowski. Tematem jego pracy ,,Adam i Ewa” były relacje damsko-męskie. Artysta w szczególności skupił się na zdradzie, a co za tym idzie, niedojrzałości partnerów. – Każdy z nas doświadczył kiedyś zdrady. Również ja – tłumaczył podjęcie tematu Złotkowski.

Sztuka performance charakteryzuje się tym, że scenariusz nie jest ściśle określony, więc podczas pokazu wszystko może się wydarzyć. Performer nierzadko zaskakuje i szokuje publiczność.

Złotkowski spisał się na medal. Pokaz rozpoczął od wzniesienia w górę jabłka. Następnie położył się na podłodze i grobową ciszę przerwał słowami ,,teraz proszę, żeby kilka osób na mnie usiadło”. Początkową reakcją był śmiech, ale później widzowie zaczęli kolejno siadać na Dominiku. Wystąpili w roli konwenansu i strażników wartości. Symbolizowali ramy społeczne, które nie zgadzają się na zdradę. Chwilę później Dominik zaczął się namiętnie całować ze swoją sceniczną partnerką. Niewinny pocałunek przeistacza się w dziką orgię, aktorzy w ułamku sekundy znajdują się na podłodze. Dominik jest rozebrany. Ma na sobie tylko pieluszkę pampers, która udowadnia jego niedojrzałość. Po dość realistycznie odegranej scenie seksualnej, Złotkowski nudzi się partnerką i agresywnie ją odrzuca. To już czas na poszukiwania nowych wrażeń, tym razem wśród publiczności.

Kiedy wybierałam się na występ, wiedziałam, że do pokazów często angażowani są widzowie. Nie sądziłam jednak, że padnie właśnie na mnie. Aktorka pomalowała mi usta czerwoną szminką. Tytułowy Adam poprosił, żebym stanęła jedną nogą na białym materiale. W dłoni trzymałam tampon nasączony czerwoną farbą, musiałam go wycisnąć. Zostałam obsypana płatkami róż, a następnie… obcałowana niemal od stóp do głów. Adam wręcz wytarzał się w czerwonej barwie mojej szminki. Byłam zdezorientowana, ale przeżyłam. Performer zaprosił też kilka innych dziewcząt z widowni i zrobił z nimi to samo, co ze mną. Każdej z nas była przyporządkowana torebka, symbol kobiecego świata. Podobnie jak tampon, biały materiał i płatki kwiatów. Symbolizowały kobiecą niewinność. To Adam był tym złym, niedojrzałym, zdradzającym. Pokaz kończy się bez happy endu. Ona odchodzi. Adam próbuje dosięgnąć zawieszonego na suficie stołu. Nie udaje się. Stół jest odwrócony do góry nogami, podobnie jak związek partnerów.

Dominik Złotkowski zajmuje się performance od ośmiu lat. Jak tłumaczy, właściwie nie ma dla niego tematów tabu. W tej chwili przygotowuje pracę pt. ,,Żydzi i pedały”. – Jedynym tematem, na który nie czuję się gotowy, jest śmierć – mówi Złotkowski. – Nie odciąłbym sobie ręki. Próbowałem uprawiać seks, ale zrezygnowałem. Rozumiem jednak kobiety, które poświęcają piękne, długie włosy. Odrosną, a to co chcą pokazać performerki jest zazwyczaj ważniejsze – dodaje.

Festiwal video i performance w każdy czwartek w galerii BWA, początek o godz. 19.

[źródło]

Skomentuj »